środa, 12 września 2018

Pocałuj moją duszę

Witajcie, 

Dzisiejszy wpis będzie o czymś, o czym w sumie dawno nie pisałam. Tematyka beauty od dłuższego czasu nie pojawiała się na moim blogu. Może to dobrze, może to źle. Tak czy inaczej stwierdziłam, że chcę napisać coś kosmetykach, makijażu, bo lubię o tym mówić. Teraz trochę mogę wyjść na 'tapeciarę', ale nią nie jestem. Ja po prostu lubię kosmetyki. Czytelnicy, którzy są mniej więcej od początku bloga wiedzą, że mam maluteńką słabość do produktów do ust. Jak się domyślacie właśnie o tym będzie ten wpis.





Ostatnio w mojej kolekcji pojawiły się produkty, o których chcę opowiedzieć. Są one trochę takimi moimi ulubieńcami. Oprócz nich chcę jeszcze przypomnieć o pomadkach, które mam już dłuższy czas i wciąż je bardzo uwielbiam. Aby wpis nie ciągnął się w nieskończoność wybrałam takie top 5 produktów do ust.

Golden Rose
Matte Lipstick Crayon
nr 19

Zacznę od miłości mojego życia. Jest to pomadka w kredce, którą mam już dłuższy czas i wciąż po nią  z przyjemnością sięgam. Kosztowała max 10 zł, a jest świetna. Łatwo się rozprowadza, jest matowa i utrzymuje się dość długo. Przez to, że jest w kredce, a nie w płynie łatwo i szybko można ją poprawić. Odcień, który posiadam sprawdza się na każdą porę roku. Do bledszych karnacji wygląda bosko.






Lovely
Mousse matte lipstick
nr 4

Ta pomadka ma podobny kolor co jej poprzedniczka. Wpada jedynie w bardziej fioletowe tony. Przynajmniej tak mi się wydaje. Jestem średnia w opisywaniu odcieni, więc mam nadzieję, że chociaż na zdjęciach zobaczycie jak to mniej więcej wygląda.
Pomadka jest matowa i ponoć z długotrwałą formułą. Z tym drugim nie do końca się zgodzę. Produkt utrzymuje się całkiem fajnie, ale z czasem zaczyna dość brzydko wyglądać. Dodatkowo jego konsystencja jest 'kredowa' przez co pomadka nie jest wydajna. Mimo tak wielu wad lubię ją. Ma śliczny kolor, który mi pasuje. Plus taki, że ładnie pachnie. Gdy się ma porządnie nawilżone usta daje radę.





Lovely
K*lips
lovely lips

O tym zestawie już chyba większość osób słyszała. Po premierze były one bardzo rozchwytywanie. Jednym przypadły do gustu, innym nie. Ja zaliczam się do osób, którym ten produkt się spodobał. Jak widać po konturówce dość często sięgam po ten duecik. Jest to dla mnie idealne zestawienie. Szybko i łatwo się nakłada, wygląda dobrze, długo się utrzymuje i ma śliczny kolor. Niczego więcej nie oczekuję. Nie wysusza jakoś strasznie ust mimo tego, że jest matową pomadką, która zastyga. Ostatnio ten kolor stał się moim lubionym i czuję się w nim bardzo dobrze.






Golden Rose
Velvet matte
nr 18

Klasyczna szminka, chyba wszystkim znana. Ja swoją kupiłam na wakacjach. To w sumie jest śmieszna historia, bo szukałam idealnego błyszczyku, a kupiłam czerwoną pomadkę. Bardzo spodobał mi się ten odcień. Golden Rose ma dobre produkty do ust, więc wiedziałam, że się nie zawiodę i faktycznie tak było. Jedynie denerwuje mnie sposób jej nakładania. To niestety wynika z tego, że odzwyczaiłam się od produktów tego typu. Przy pomocy pędzelka jakoś daję sobie radę.





Maybelline
Super Stay Matte Ink
nr 20

Ostatnią pomadką, o której dziś opowiem jest nowość nie tylko moja, ale też na rynku. Przyznam się bez bicia, że kupiłam ją przez te wszystkie polecenia na Youtube, czy też Instagramie. Niestety produkt nie okazał się być tak świetnym jak wszyscy mówili. Co prawda jest trwała, ale według mnie porównywalnie np do pomadek z Lovely. Nakłada też się średnio. Również jej minusem jest ta lepkość, w sensie, że ona nie zastyga na taką Saharę. Mimo to polecam, bo nie jest to zły produkt. Ma śliczny kolor  i ładnie wygląda. Po prostu liczyłam na jakąś petardę.





Buziaczki, 
Wasz Aniołek