Witajcie skarby,
Jestem dość specyficzną osobą. Nie mam szablonowego toku myślenia. W jakiś sposób żyję we własnym świecie, na totalnie innej planecie. Co za tym idzie- otaczam się tak samo specyficznymi przedmiotami jak ja. Ten wpis będzie na to przykładem.
W wakacje miałam okazję być tu i tam. Kupiłam kilka normalniejszych rzeczy i kilka takich troszkę ciekawszych. Może to nawet lepsze określenie niż dziwnych. Chociaż myślę, że to kwestia osoby, która by parzyła na te rzeczy. Ktoś powie, że są normalne, a drugi ktoś popatrzy na mnie jak na wariatkę i zapyta się, czy nie mam na co wydawać pieniędzy.
Mniejsza z tym. Po prostu są to ciekawe rzeczy i ja z przyjemnością Wam je pokażę i o nich opowiem. Może ktoś się zainspiruje . Może ktoś z Was stwierdzi: kurczę też to chcę.
Pierwsza rzecz jest najmniej dziwna. Przynajmniej tak mi się wydaje. Jest to po prostu aparat. Taki starszy. Kupiłam go w sumie z myślą, że ładnie będzie wyglądał jako tło do jakiś zdjęć. Później stwierdziłam, że fajnie byłoby go uruchomić. Żeby to zrobić muszę jeszcze kupić baterię i kliszę. Przez całe wakacje jakoś tego nie zrobiłam. Pewnie poleży na półce jako ozdoba przez najbliższe kilka miesięcy. Chociaż jak piszę ten wpis to teraz znowu mam motywacje, aby zakupić potrzebne rzeczy do uruchomienia go. Cóż więcej mogę powiedzieć. Kupiłam go na rynku, gdzie były takie różne rzeczy, których nikt nie chciał. śmieszne jest to, że kosztował 5 złotych, a kupienie kliszy i baterii pewnie będzie kosztowało znacznie więcej.
Na tym samym rynku kupiłam figurkę. Taką białą kobietę. Może jest kimś ważnym, jakąś grecką lub rzymską boginią. Nie wiem i nie wiem czy chcę wiedzieć. Stwierdziłam, że fajnie wygląda, tak trochę inaczej. Ładnie będzie wyglądać na półce. Mam biały pokój, więc się wpasowała. Kosztowała chyba mniej niż pięć złotych.
Jak można zauważyć bardzo lubię motyw śmierci, czaszek, kościotrupów. Można również zauważyć, że bardzo lubię motyw jednorożców, kucyków i całego magicznego świata. Na wakacjach udało mi się znaleźć coś co łączy te dwa motywy. Mianowicie w H&M na wyprzedaży kupiłam te piękne kolczyki. Nie mogłam nie kupić. Są to martwe jednorożce. Takie śliczne szkielety jednorożców. Czyż to nie jest piękne? Mniejsza z tym, że są dość ciężkie nie będą to najwygodniejsze kolczyki na świecie. Jednak można przemilczeć to, ponieważ przydadzą mi się chociażby do zdjęć. W sumie to pasują do sukienki, o której za chwilę opowiem.
W lumpeksach kupiłam już sporo rzeczy. Mniej ciekawych lub bardziej. Koszula w Hot-Dogi wciąż przebija wszystko. Jednak na wakacjach dorwałam coś idealnego dla mnie. Sukienkę na aniołko-duszka. Nie wiem jak inaczej to określić. Sukienka jest cała biała, zwiewna, mocno przeźroczysta i dość nietypowa. Niestety nie pokażę Wam jej na sobie, bo tak jak wspomniałam jest mocno przeźroczysta. Do niej muszę dokupić coś pod spód. Dokupienie tego idzie mi tak samo jak z aparatem. Kosztowała złotówę. Grzechem byłoby jej nie wziąć.
Ostatnią już rzeczą jest najgrubsza książka w mojej kolekcji. Znalazłam ją w Biedronce za dyszkę. Pooglądałam ją w środku. Spodobały mi się obrazki cała oprawa graficzna. Kilka przypadkowych zdań przeczytałam i stwierdziłam, że autor ma świetny sposób pisania. Tak jakoś w moje ręce wpadła książką "PRAWDA niewygodna książka o związkach". Dlaczego ją kupiłam chociaż nigdy w związku nie byłam? A dlaczego nie? Taka wiedza przyda się nawet przy pomocy innym. Na razie utknęłam przed rozdziałem pierwszym i szybko się to nie zmieni.
Buziaczki,
Poli








