Witajcie,
Napisałam ten wpis bardzo dawno. Nie wiem dlaczego dodaję go dopiero teraz. Mimo czasu jaki minął wpis jest wciąż aktualny. Historia w nim zawarta nie zmieniła się, jak i jej morał. Mój mały wielki instrument jakim jest ukulele leży sobie na półeczce. Sięgam po nie od czasu do czasu. Lubię tonąć w brzmieniu jakie wydają te struny. Lubię tonąć w słowach, które śpiewam. Lubię stawać się jednością z ukulele.
Czytając ten post dowiecie się jak to wszystko się zaczęło.
20.04
Tego dnia obudziłam się i czułam jedną wielką pustkę. Patrzyłam na ścianę w pokoju i zastanawiałam się do czego to wszystko zmierza. Nie miałam bladego pojęcia czego chcę od życia. Wszystko stało się takie nijakie, bez smaku, bez koloru jakby straciło sens. W pewnym momencie do głowy przyszedł mi dość szalony pomysł. Stwierdziłam, że potrzebuję ukulele. Jakby właśnie ten instrument miał zapełnić pustkę. Jeszcze tego samego dnia zaczęłam oglądać poradniki, covery i szukać swojego cudeńka. O swoim pomyśle powiedziałam mamie i siostrze. Jednak nie wyglądały one na zbytnio przekonane.
22.04
Przez cały piątek i sobotę jedyne o czym mówiłam to ukulele. Oprócz wszystkich problemów tylko to miałam w swojej głowie. Byłam całkowicie pochłonięta myśleniem o tym. W niedzielę zamówiłam swoje czarne cudo. Nie mogłam doczekać się, aż będę miała je w swoich rękach. Cały czas słuchałam coverów i oglądałam poradniki. Z każdą mijającą minutą fascynacja tym instrumentem rosła. Znalazłam nawet sobie chwyty do mojej kochanej piosenki Bring Me The Horizon- Drown. Leżałam z zeszytem i patrzyłam na chwyty i słowa piosenki.
24.04
Chociaż moje czekanie nie trwało długo miałam wrażenie jakby ciągnęło się wieczność. We wtorek będąc w szkole dostałam wiadomość od mamy, że ukulele przyszło. Resztę lekcji przesiedziałam z myślą, że chcę do domu. W końcu dotarłam do domu. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było dotknięcie mojego maleństwa. Poczułam się szczęśliwa. Było to wspaniałe uczucie. Od razu nastroiłam moje ukulele i próbowałam grać.
Tą historią chciałam Wam pokazać jak mniej więcej to się zaczęło. Dostałam kilka pytań "Dlaczego ukulele?". Odpowiedź jest w sumie prosta. Chciałam zacząć coś nowego i zapełnić pustkę. Udało się w jakimś stopniu. Bez wątpienia była to jedna z najbardziej impulsywnych decyzji jakie podjęłam. Nie przemyślałam tego, czy faktycznie będę grać, czy będę miała czas, czy to w ogóle jest czymś dla mnie.
Myślę, że właśnie dla tego okazało się to strzałem w dziesiątkę. Nie miałam żadnych wątpliwości. Nawet nie dopuszczałam do siebie myśli, że coś może pójść nie tak. Faktycznie tak było. Nie miałam żadnych problemów w zamówieniem, nic nie przyszło uszkodzone, a sama gra idzie mi na prawdę dobrze. Także mała rada ode mnie nie wątpcie. Najważniejsze jest to, abyśmy sami uwierzyli, że coś się uda.
Ukulele, które zakupiłam nie jest najwyższych lotów. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z tym instrumentem. Zakupienie drogiego ukulele było by trochę bez sensu. Wolę najpierw nauczyć się grać na takim tańszym. Jeśli okaże się, że jest to coś co będę chciała robić na szerszą skalę zakupię coś lepszego.
Aktualnie posiadam ukulele sopranowe Noir NU1 s w kolorze czarnym. Zamówiłam je na Allegro. W zestawie otrzymałam pokrowiec i stroik. Wszystko przyszło w stanie idealnym. Na szczęście nic nie jest uszkodzone. Ukulele jest śliczne. Strasznie mi się podoba. Gra się na nim też super. Nie mam porównania, więc nic więcej powiedzieć nie mogę.
Jeśli chodzi o stroik to muszę o tym wspomnieć. Z jakiś powodów mi strasznie zależało właśnie na stroiku. Podejrzewam, że jest to sprawa na podłożu psychicznym. Kiedyś próbowałam swoich sił z grą na gitarze. Nie wyszło to najlepiej, ponieważ nie umiem zagrać nic. Nie miałam wtedy stroika, więc prawdopodobnie mój mózg stwierdził, że jak znowu go nie będę mieć to nic z tego nie wyjdzie.
Tak jak wcześniej wspomniałam zaczęłam "grać" już we wtorek, gdy otrzymałam moje maleństwo. Rzuciłam samą siebie na głęboką wodę. Zamiast zacząć tak jak większość od chwytów, ja zaczęłam od razu od piosenki. Miałam wcześniej rozpisane chwyty, wszystko ładnie wyrysowanie. W rezultacie w jakieś dwa dni nauczyłam się trzech chwytów, które były właśnie potrzebne do tego utworu. Później douczyłam się reszty podstawowych.
Tym wpisem chcę Wam pokazać, że warto ryzykować. Podejmowanie impulsywnie decyzji nie musi skończyć się źle. Należy też od początku wierzyć, że coś się uda.
Dla mnie nauka gry na ukulele okazała się tym czego potrzebowałam. Teraz gdy jest mi źle zawsze sięgam po mój mały wielki instrument, a uśmiech przychodzi sam.
Muzyka jest dla mnie czymś na prawdę ważnym. Cieszę się, że teraz oprócz pisania piosenek będę mogła je jeszcze grać.
Muzyka jest dla mnie czymś na prawdę ważnym. Cieszę się, że teraz oprócz pisania piosenek będę mogła je jeszcze grać.
Może kiedyś nawet Wam coś zagram.
Buziaczki,
Wasza Poli