niedziela, 9 grudnia 2018

Kiss under the mistletoe

Witajcie, 

Dzisiejszy wpis będzie o tym co warto mieć, aby zrobić świąteczny makijaż. Mam tu na myśli jeden konkretny akcent jakim są czerwone usta.
 Nie wiem jak to działa, ale czerwony kolor ust w grudniu kojarzy się mi ze świętami. Za to w lutym z walentynkami, w inne miesiące jest bardzo neutralny. Ahh... ta ludzka podświadomość.
Trwa grudzień, więc uznajmy, że czerwone usta są świątecznym akcentem w makijażu. Chociaż idealnie pasowały też szóstego grudnia na Mikołajki.
Może bez zbędnego przedłużania opowiem Wam o trzech produktach, które mam w swojej kolekcji.




Golden Rose 
velvet matt 
lipstick 
nr 18 

Pierwszym produktem jest klasyczna szminka. Nabyłam ją na wakacjach i od tego czas jest moim ulubieńcem. Bardzo lubię jej odcień. Dodatkowo ma całkiem fajne krycie i trwałość. Jej wykończenie oczywiście jest matowe. Na pewno nie jest to produkt, który przetrwa wigilijną kolację, więc może na ten konkretny dzień jej nie polecam. Za to na wypad do rodziny, gdzie zależy nam na tym, aby wyglądać jak najlepiej i nie planujemy za wiele jeść sprawdzi się super.





Maybelline 
super stay 
matte ink 
20 pioneer 

Do tej matowej pomadki mam mocno mieszane uczucia. Kupiłam ją przez ten cały szał jaki powstał wokół tych pomadek. Na początku byłam strasznie zawiedziona. Ten wymyślny aplikator nie chciał ze mną współpracować. Przy nakładaniu powstawały plamy, prześwity i produkt nie nakładał się równomiernie. Jakby tego złego było mało to pomadka w ogóle nie chciała się trzymać. Później stał się jakiś cud i pomadka nakładała się ładnie, wyglądała pięknie i trzymała się tak jak powinna. Dlaczego tak się stało- nie wiem. Teraz poleciłabym ją. Sprawdza się cudownie. To akurat jest pomadka, która raczej przetrwa świąteczne przysmaki, więc śmiało możecie zaryzykować.





Wibo 
million dollar lips 
nr 4

Ostatni produkt, który chcę Wam polecić to mój najnowszy nabytek. Użyłam ją raz w Mikołajki. Zjadłam muffinkę, ciasto i pomadka dalej trzymała się na moich ustach. Tylko minimalnie zeszła od wewnątrz ust, ale to i tak było minimalnie widoczne. Nie musiałam poprawiać jej w ciągu dnia. Trwałość jak najbardziej na plus. Kolor skradł moje serce. Nakłada się całkiem przyjemnie. Nie wiem co mogłabym powiedzieć więcej. Po prostu dobra matowa pomadka.




Swatches (od góry)
1. Golden Rose 
2. Maybelline 
3. Wibo 



Całuski, 
Poli 

niedziela, 2 grudnia 2018

Drogi święty Mikołaju

Witajcie kochani, 

W tym rok z okazji świąt postanowiłam zrobić coś innego. Stali czytelnicy mogą już zauważyć pewną zmianę. Wpis pojawia się w niedzielę, a nie w środę. Jest to zmiana, która będzie trwać aż do świąt. W każdą niedzielę będzie pojawiał się nowy wpis. Można się domyślić, że będą one w tematyce świątecznej.
Mam nadzieję, że moje pomysły wam się spodobają i co niedzielę będziecie zaglądać na mojego bloga, aby poczytać te głupoty, które piszę. Bez zbędnego przedłużania zapraszam Was na pierwszy świąteczny wpis. Jak już widzicie będzie on o Świętym Mikołaju, który odwiedzi nasze domy już szóstego grudnia.

Na początku chcę uprzedzić, że czytacie go na własną odpowiedzialność. Wpis zawiera drastyczne treści, które mogą urazić osoby, które wierzą w Świętego Mikołaja. 




Święta to jest ten czas w roku, kiedy sklepy są przepełnione ludźmi jeszcze bardziej. Kolejki przy kasach nie mają końca, a promocje widzimy na każdym kroku. Święta to idealny czas dla firm, które na nich zarabiają. Wszyscy wiedzą, że nie o to chodzi w świętach. Wszyscy wiedzą, że nie liczą się w ten czas prezenty, ale mimo wszystko ludzie prześcigają się w wyścigu o to kto kupi lepsze, droższe prezenty. Smutne- prawda?

Może brzmię trochę jak hipokrytka, bo już kiedyś wspominałam o tym jak bardzo lubię dawać prezenty, kupować je i pakować. Ehh... Jednak ja zawsze stawiam bardziej na miły gest. Nie podchodzę do tego materialnie. W końcu tak mnie wychowano. Liczy się to, aby prezent był dawany od serca, nie od portfela.




W naszym kraju grudzień w sumie jest przeładowany od okazji, aby dać bliskim coś od siebie. Chociaż to pewnie w dużym stopniu zależy od rodziny. Każdy dom ma swoje tradycje. Patrząc na to ogółowo. Pierwszy szał zakupowy zaczyna się przed szóstym grudnia, a drugi przed Bożym Narodzeniem. Dzisiaj chcę się skupić na szale zakupowym przed Świętym Mikołajem.

Każdy z nas dobrze zna brodacza w czerwonym wdzianku, który w pewną noc obdarowuje wszystkie dzieci na calutkim świeci. To tak nie działa. Wszystko to kwestia tradycji, religii i tego gdzie żyjemy. Tak czy inaczej historia o Świętym Mikołaju to jedna z piękniejszych historii. Teraz jak piszę ten wpis przypomniały mi  się te wszystkie bajki, ale o nich zrobię osobny wpis.




Gdyby Święty Mikołaj był taki jakim go przedstawiają twórcy bajek, filmów, seriali i książek. Gdyby Święty Mikołaj wciąż żył na prawdę. Gdyby faktycznie wszystkie dzieciaki dostały to o czym marzą świat byłby piękniejszy.

Pamiętam jak w dzieciństwie pisałam listy do Świętego Mikołaja. Teraz gdybym dalej wierzyła w jego istnienie  nie prosiłabym o zabawki, słodycze itd. Teraz poprosiłabym o równość na świecie, o sprawiedliwość, której brakuje. Wtedy świat byłby piękniejsze. Może w takim świecie ludzie przestaliby pożądać rzeczy materialnych.




Wiara czyni cuda. Właśnie tego brakuje osobom dorosłym i tego powinny uczyć się od dzieci. Dla dzieci Święty Mikołaj wciąż istnieje, a dorośli go zabili. To nie kwestia dorastania, poznawania brutalnej prawdy. To kwestia wiary, która w pewnym momencie jest odbierana. Nawet Boże Narodzeni opiera się na wierze.

Chciałabym, aby w grudniu każdy zaczął wierzyć. Aby magia świąt nie polegała na kolorowych światełkach, choince, prezentach i śniegu. Tylko właśnie na wierze. Wiem, że jestem naiwną marzycielką.





Buziaczki, 
Aniołek 


środa, 21 listopada 2018

Nowości w mojej biblioteczce

Witajcie, 

Dzisiejszy wpis będzie o jednej z moich wielkich miłości, czyli o książkach. Nie da się ukryć, że moja biblioteczka coraz bardziej się powiększa. Aktualnie przestałam pisać własne książki, więc czytam dzieła innych.
Miałam zrobić wpis o książkach, które kupiłam przez wakacje, ale jest listopad. Ten pomysł już stracił termin ważności. Niestety. Może za rok uda mi się wykorzystać ten pomysł. Tak czy inaczej teraz pokażę Wam i troszkę opowiem o moich najnowszych nabytkach.
Z tego co mi się wydają są to dość nowe książki na rynku. Jeśli ktoś z Was zastanawiał się nad ich kupnem to po przeczytani tego wpisu będziecie wiedzieć czy warto, czy nie.





#sexedpl 
Anja Rubik 

O tej książce słyszeli już chyba wszyscy. Dość głośnio ostatnio o niej było. Nie dziwię się, bo książka jest na prawdę świetna. Wiele osób twierdzi, że powinna znaleźć się u każdego w domu i ja się pod tymi słowami podpisuję. Według mnie jest to lektura idealna dla każdego kto jest na etapie dorastania i dojrzewania. Osoby starsze też powinny ją przeczytać.
Najbardziej w tej książce podoba mi się to, że jest taka kolorowa. Zdjęcia, które się w niej pojawiają są zrobione w bardzo fajnym klimacie. Plus też za to, że treść jest przekazana w formie wywiadu. Mamy pytanie i dostajemy na nie odpowiedź. Przez to ta książka wydaje się być bardziej autentyczna i nie przypomina typowego podręcznika.
Dużym plusem jest również cena. Za tą świetną książkę musimy zapłacić 19,99 zł. W Empiku jednak i w innych księgarniach internetowych dostaniecie ją taniej.





Story of my life 

Nie wiem co mnie podkusiło do kupna tej książki. Zobaczyłam ją na Instagramie i stwierdziłam, że chyba jest fajna. Aktualnie mam do niej mocno mieszane uczucia. Wygląda dość tanio. Widać, że jest zrobiona z gorszego tworzywa. Ma taki nijaki rozmiar, który potem ciężko wpasować do innych książek na regale.W środku ma dziwne obrazki, które wyglądają jakby trafiły tam przez pomyłkę. Nie wiem co autor miał na myśli.
Co do treści. Zawiodłam się. Ogólnie jakby ktoś nie wiedział ta książka to zbiór historii z życia, fejsa, insta itp. Tak- to pisze na okładce. Dosłownie są historie takie jak z grupki na Facebooku- Story of my life. Książka ma być śmieszna. Ja jeszcze czytając ją się nie zaśmiałam.
Wydaje mi się, że będzie ona fajna na gorszy dzień. Może wtedy się zaśmieję.
Jej cena okładkowa to 32, 99 zł i według mnie jak za taką książkę to troszkę za dużo. Patrząc nawet na jej jakość wykonania.







Alan Cole nie jest tchórzem 
Eric Bell

Do kupna tej książki przekonała mnie okładka. Wiem. Wiem. Wiem. Nie oceniaj książki po okładce. Chociaż w jakimś stopniu przyciągnął mnie jeszcze tytuł. Jest taki trochę tajemniczy, nie zdradza za wiele, a za razem mówi wszystko. Dopiero po kupnie tej książki przeczytałam jej opis. Miło się zaskoczyłam.
Książka opowiada historię nastolatka, który jest zakochany w uroczym chłopaku ze stołówki. Bohater ma okrutnego starszego brata, który się o tym dowiaduje. Zaczyna go szantażować i rozpoczyna się gra. Alan musi wykonać jakieś zadania, aby jego tajemnica nie wyszła na jaw.
Jeszcze niestety nie zaczęłam jej czytać. Okładka jak i opis bardzo mi się podobają. Zobaczymy co skrywa wnętrze. Osobiście obstawiam, że sekret Alana wyjdzie na jaw. Prawda ma krótkie nogi, a im bardziej chce się coś ukryć, tym trudniejsze to jest.
Cena okładkowa tek książki to 36,99 zł.